Tytuł: ,,Nieproszony gość''
Autor: Charlotte Link
Tłumaczenie: Dariusz Guzik
Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 424
Moja ocena: 6/10
Z moich trzech spotkań z twórczością Charlotte Link, dwa okazały się jak najbardziej pomyślne (,,Lisia dolina'', ,,Dom sióstr''), trzecie natomiast nie wypaliło (,,Ostatni ślad''). Postanowiłam, że do czterech razy sztuka i wypożyczyłam z biblioteki kolejne jej powieści, wśród których znalazł się ,,Nieproszony gość''.
Nikt z nas nie lubi, gdy ktoś rujnuje nasze plany i zmusza do ich zmiany. Tym bardziej, kiedy przychodzi nam odłożyć w czasie samobójstwo.
Po tragicznej śmierci męża dla Rebecki Brandt dni stają się wyblakłe i pozbawione sensu. Nawet malownicza francuska okolica traci dla niej blask, gdy nie może cieszyć się nim razem z Felixem. Kobieta, odgradzając się grubym murem od świata i ludzi, planuje zakończyć swoje życie.
Niespodziewanie odwiedza ją dawny przyjaciel i prosi o przenocowanie dwojga niemieckich turystów.
Rebecca nie ma pojęcia, że biorąc pod swój dach małżeństwo Hagenau, sprowadza na siebie śmiertelne niebezpieczeństwo.
Kim tak naprawdę jest Marius Hagenau i co może łączyć go z brutalnym morderstwem popełnionym na terenie Niemiec?
Niezwykle ciężko jest mi przypisać tę powieść do konkretnego gatunku. Liczyłam, że dostałam w swoje ręce trzymający w napięciu thriller psychologiczny. Owszem, powieść ta osnuta jest w znacznej mierze na wątku psychologicznym (warto zaznaczyć, że ciekawie zbudowanym), jednak do thrillera czy nawet powieści sensacyjnej wiele jej brakuje.
Akcja rozwija się niebywale wolno, wręcz wlecze. Paradoksalnie - nie czytało mi się jej opornie, lecz brnąc przez kolejne rozdziały, z nadzieją wypatrywałam punktu kulminacyjnego, który napędziłby wydarzenia i nadał im rytm. A jednak - po przeczytaniu połowy książki, a więc ponad dwustu stron, wciąż nie wydarzyło się niemal nic godnego uwagi czytelnika spragnionego zwrotów akcji.
W powieści panuje chaos: autorka ukazała skrajnie różne historie kilku rodzin, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Uwaga czytelnika zostaje rozproszona między kilka wątków i postaci, przez co trudno się skupić i odnaleźć istotę wydarzeń.
Przewidywalność - kolejny mankament, z jakim przychodzi się zmierzyć w tej powieści. Choć muszę przyznać, że swoje podejrzenia co do tożsamości mordercy i czarnego charakteru zarazem skierowałam mylnie, to dla bardziej czujnego czytelnika, po poznaniu pewnych okoliczności, domyślenie się rozwiązania akcji nie będzie stanowiło większego problemu.
Styl pisania Charlotte Link, tak zachwalany przeze mnie przy lekturze ,,Domu sióstr'', tym razem wydał mi się nieprzystępny i naciągany. Od wypowiedzi bohaterów i ich wewnętrznych przemyśleń bije powiew sztuczności. Niepotrzebnie przeciągane są też wątki obyczajowe, które do właściwej fabuły niczego nie wnoszą i nużą czytelnika.
Bohaterowie dzielą się w przedziwny sposób: na naiwnych i lekko infantylnych oraz bezdusznych i aroganckich. Jest ich w powieści niemało, a mimo to niemal każdy z nich ma w sobie coś drażniącego.
,,Nieproszony gość'' to powieść, która podsyca pragnienie czytelnika, ostatecznie go jednak nie gasi. Ciekawy wątek psychologiczny wtłoczony został między nadmiar obyczajowości i wiele skrajnych wydarzeń. Rozwiązanie tajemnicy, która powinna być motorem napędowym powieści, zostaje nam niemal zaserwowane na tacy zdecydowanie przedwcześnie. Bohaterowie sprawiają wrażenie aż nadto szablonowych i łatwowiernych, ,,przeludniają'' powieść. Książka ta zawiodła moje oczekiwania i skłamałabym, gdybym ją Wam poleciła.

Lubię Charlotte Link. Tej książki jeszcze nie czytałam, więc dam jej szansę.
OdpowiedzUsuńNie znam jeszcze twórczości autorki, ale niebawem wychodzi kioskowa prenumerata jej książek, wiec się skuszę, jeżeli będą w dobrym wydaniu.
OdpowiedzUsuńZniechęciła mnie ta powolna akacje, szukam teraz jakieś dobrej książki, która od pierwszej od ostatniej strony trzyma w napięciu, więc tą chyba sobie odpuszczę ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
Byłam dzisiaj w bibliotece i zastanawiałam się, czy wypożyczyć "Nieproszonego gościa" czy "Malowanego człowieka" (Petera V. Bretta). Ostatecznie wypożyczyłam "Malowanego człowieka" i teraz, po przeczytaniu Twojej recenzji, wiem, że był to dobry wybór ;) Ten panujący w powieści chaos najbardziej mnie odstrasza :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam! :)
Autorka jest dla mnie znakiem zapytanie, ale jestem pewna, że w końcu się przełamię i skosztuję co nieco dzieł pisarki. Sporo osób w blogosferze ją wychwala, więc chyba odpowiedni czas i pora na mnie. :D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie na konkurs. ;)
http://tylkomagiaslowa.blogspot.com/2016/07/pierwszy-blogowy-konkurs.html
Szkoda, że książka wypada tak słabo... W takim razie sięgając po twórczość tej autorki, będę omijała ten tytuł.
OdpowiedzUsuńCzytałam nie jedną książkę Charlotte Link, ale każda dla mnie była przeciętna, więc raczej zapalonym czytelnikiem tej pisarki nie jestem. I raczej nie zostanę, więc nawet nie sięgnę po tą książkę :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
http://www.sekretny-trop.pl/
Mnie się podobała, może też dlatego, że jestem fanką Charlotte Link ;)
OdpowiedzUsuń